STADO NA ŁĄCE

Mustangi szły naprzód. Słońce ociężale pięło się ku szczytowi nieba. Znowu skwar począł dokuczać jeźdźcom. Nagle Tecumseh zdarł cugle konia. Ryszard poszedł w jego ślady. Stali obok siebie, zaskoczeni widokiem. Przed nimi teren urywał się gwałtownie, odkrywając rozległą dolinę o soczystej roślinności.W środku obszernej niecki srebrzyła się w słońcu woda jeziora, i a nad jego brzegami stały wzorzyste i barwne stożki skórzanychI tipi. Na zielonej łące pasło się stado mustangów, a przy nichbaraszkowała gromada dzieci. Wśród namiotów kręcili się ludzie. Odżibwejowie — powiedział Kos, a uśmiech zadowolenia i okrasił jego opaloną na brąz twarz. Już nas dostrzegli, spójrz! — rzucił Szawanez, kierując wzrok na zbocze doliny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *