SKĄD TEN DYM?

Zapadał wieczór. Rozlegfy widnokrąg na zachodzie płonął wszystkimi odcieniami czerwieni, aż wreszcie zgasł. Krótko srebrzył się jeszcze daleki pas nieba, a noc gęstniała z każdą chwilą intensywniej.Jeźdźcy wjechali na łagodne, szeroko rozpostarte wzgórze. Za­trzymali mustangi.Nie dojedziemy do tipi Odżibwejów, musimy tu zanocować powiedział Tecumseh i zeskoczył z konia.Możemy jechać nocą.Możemy, ale jaką mamy gwarancję, że nie ominiemy wios­ki?Ogniska…Ogni przed nami nie widać, a smużki dymu zmieszały się z czernią nocy — rzucił wódz Szawanezów. — Zresztą będzie lepiej, jeśli zawitamy do Odżibwejów rankiem. A może dostrzeżony dym nie pochodził z obozowiska Odżibwejów? ‚

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *