BEZSENNOŚĆ RYSZARDA

Podobne było do spazma­tycznego płaczu przerażonego dziecka. I znowu cisza, koszmarna, nie zmącona nawet powiewem wiatru cisza rozległej prerii. Kos przewrócił się na bok. Usiłował zasnąć. Wiedział, że nic mu

KORZYSTAJĄC Z PORANNEGO CHŁODU

Korzystając z porannego chłodu ruszyli lekkim kłusem. Uje­chali z dziesięć mil, gdy obaj dostrzegli wyraźne smugi dymu. Sączyły się w niebo równiutko niby siwe sznurki łączące wysoki ; błękit z

STADO NA ŁĄCE

Mustangi szły naprzód. Słońce ociężale pięło się ku szczytowi nieba. Znowu skwar począł dokuczać jeźdźcom. Nagle Tecumseh zdarł cugle konia. Ryszard poszedł w jego ślady. Stali obok siebie, zaskoczeni widokiem. Przed

MACHAJĄCY RĘKOMA INDIANIN

Rzeczywiście, o kilkaset metrów od nich z bujnych traw podniósł się rosły Indianin i rękoma sygnalizował coś mieszkańcom wioski. Potem znowu znikł w zieleni,Jedziemy! — zawołał Tecumseh.Zjechali po dość stromym

PRZEKLĘTY ANGLIK

Tecumseh i Kos minęli stado pasących się koni. Niektóre  z nich miały na sobie uprząż, jakiej używają do siodłania biali. Dwaj przyjaciele spojrzeli na siebie, odgadli, do kogo muszą te konie należeć. Wjechali

SOJUSZNIK

Ryszard spojrzał w oczy Tecumseha,- powiedział: Słyszałeś, wodzu?Tecumseh słyszał. Oprócz naszych wrogów do wioski Odżib- wejów przybył wojownik Agolaszima.Prawdopodobnie.To nasz sojusznik…Przecięli obszerny plac i znaleźli się przed tipi naczelnika. Nim zdążyli

GOŚCINNOŚĆ PLEMIENIA

Nasze squaw przyniosą wam zaraz posiłek, a końmi zajmą się młodzi wojownicy. Dziękujemy gościnnym Odżibwejom — podjął Szawanez — ale nim skryje nas cień tipi, a woda zwilży spragnione gardła, musimy

O CO PROSI TECUMSEH

Wojownik pochylił ze zrozumieniem głowę. Uczynię wszystko, o co prosi Tecumseh — powiedział. — Zajmijcie wskazane tipi. Ojciec mój da wam znak, gdy jego chatę opuści Agolaszima. Drapieżny Wilk oddalił się i

DWIE MŁODE DZIEWCZYNY

I właś­nie wtedy weszły dwie młode, wysmukłe i gibkie jak trzcina dziewczyny. Z uśmiechem postawiły przed nimi miski pełne parującego mięsa i pośpiesznie wyszły. Bizonia polędwica była wyśmienita. Przyrządzona z

ZAPROSZENIE WODZA

Weszli obaj do obszernego tipi. Na środku skwierczał knot lampki, rozpraszającej półmrok wpętrza. Ze stosu misternie haftowanych i malowanych derek podniosła się wysoka sylwetka wodza. W kącie namiotu dwie scpuaw

NAJWSPANIALSI WODZOWIE

Czerwone Serce cieszy się, że może poznać jednego z naj­wspanialszych wodzów czerwonoskórej rasy, wielkiego Snet-tis- -hane — powiedział Ryszard Kos. — Jeżeli tak wielcy naczelni­cy, jak wódz Odżibwejów i Tecumseh,

JEDNI I DRUDZY

Goście poszli za jego przykładem. Choć byli najedzeni do syta, sięgnęli po napój i pieczeń, jak kazał odwieczny zwyczaj. Później sędziwy Snet-tis-hane zdjął z szyi bogato zdobiony kalu- met i