KORZYSTAJĄC Z PORANNEGO CHŁODU

Korzystając z porannego chłodu ruszyli lekkim kłusem. Uje­chali z dziesięć mil, gdy obaj dostrzegli wyraźne smugi dymu. Sączyły się w niebo równiutko niby siwe sznurki łączące wysoki ; błękit z ziemią. Konie przyśpieszyły biegu, ich nozdrza porusza­ły się niespokojnie. Czują wodę — powiedział Szawanez.Jechali rozległym stepem, równym jak stół. Pofałdowana łagodnymi pagórkami preria pozostała poza nimi. Przed ich oczyma aż po daleki horyzont rozciągała się pusta i płaska przestrzeń. Konie rwały wyciągniętym galopem. Kopyta biły głucho o wyschniętą i popękaną ziemię.Smugi dymu, jakby uczepione nieba, stawały się coraz lepiej widoczne, ale nigdzie ani śladu indiańskich chat, tylko wciąż jf; ta sama brunatnożółta roślinność prerii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *