Tecumseh

WŚCIEKŁE SPOJRZENIA

Indianie rozchodzili się do swoich tipi, biali wściekle spoglą­dali na Tecumseha i Kosa. W dwie godziny później generał Zebulon Pike ruszył na zachód, do siedzib Dakotów. We wsi pozostali Kanadyjczyk, James Brenton, oraz serdecznie podejmo­wani Tecumseh i Ryszard Kos. Wieczorem Snet-tis-hane w towarzystwie starszyzny omówił z Tecumsehem wszystkie sprawy dotyczące Związku Oporu. Następnie Szawanez zobowiązał się ruszyć śladami wysłanników Unii i pokrzyżować ich plany podburzenia Dakotów przeciw Odżibwejom i Kanadzie.Na drugi dzień o świcie do tipi, gdzie Tecumseh i Kos spo­żywali śniadanie, wszedł James Brenton.Przepraszam, że zakłócam poranny posiłek, ale za chwilę opuszczam wioskę, a bardzo chciałbym z wami zamienić parę zdań — powiedział siląc się na uprzejmość.Siadajcie, sir — odrzekł Ryszard i zapraszając wskazał na stos bizonich skór.

NIC NIE STOI NA PRZESZKODZIE

Brenton usiadł. Nie wiedział, jak zacząć rozmowę. Z pomocą przyszedł mu wódz Szawanezów. Biały brat przekaże swoim wodzom, że mogą liczyć na Tecumseha, gdy rozpocznie się wojna Kanady z Unią.Brenton, zaskoczony tak jasnym postawieniem sprawy przez Szawaneza, odpowiedział szczerze:Dziękuję! Chciałem właśnie wiedzieć, po czyjej stronie opo­wie się wielki wódz Związku Oporu.Biały brat również powie kanadyjskim przyjaciołom, że armia Szawanezów musi być traktowana równorzędnie z armią angielską.Dobrze.Potrzebujemy broni — ciągnął Tecumseh. — Płacimy skórami dzikich zwierząt i pieniędzmi. Kiedy moglibyście rozpocząć dostawy? Brenton chwilę zastanawiał się, po czym rzekł:Po powrocie przedstawię Kompanii Północno-Zachodniej słowa wielkiego Tecumseha, a skóry na broń możecie wymieniać nawet już. Nic nie stoi na przeszkodzie w tej sprawie.

WYSŁANNICY TECUMSEHA

  • Wysłannicy Tecumseha zgłoszą się ze skórkami w kanadyj­skich faktoriach — powiedział Szawanez i po chwili dodał: — Kiedy przewidujecie zbrojne wystąpienie przeciw Unii? Nie wiem. Sądzę jednak, że wojna szybko nie wybuchnie.Stany Zjednoczone są za słabe, aby nam zagrozić, a w interesie ! Anglii jest utrzymanie pokoju.Tecumseh roześmiał się z drwiną. Spojrzał w oczy Brentona I i rzucił mu w twarz:Biały brat ma przytępiony wzrok albo ukrywa przed Tecum- i sehem prawdę. Wojna między Unią a Anglią wisi jak tomahawk r na nitce. Najlżejszy wiatr może ją urwać i Brenton patrzył na Szawaneza z uczuciem uznania dla bystroś­ci jego umysłu i z niekłamanym szacunkiem.Może wódz Szawanezów ma rację — powiedział. Na pewno ma rację — rzucił Ryszard. Brenton uśmiechnął się zagadkowo i wstał.

BYSTRY POLITYK

  • Dziękuję za cenne informacje, wodzu. Muszę śpieszyć, bo | droga przede mną daleka. — Wyciągnął rękę do Tecumseha. Uścisnęli sobie dłonie bez słowa, ale z przyjaznym wyrazem twarzy.Gdy Brenton żegnał się z Ryszardem, ten rzekł niespodziewanie.Zmieńcie sobie, sir, współpracowników. Willi Gayer i Jo­hann Gunter nie zawsze dostarczają wam prawdziwych informa­cji James Brenton na Kosa pełne zdumienia oczy.Te pakiety, które otrzymaliście w wiosce Odżibwejów, nie są warte funta kłaków.Oblicze porucznika Brentona pokryło się krwistym rumień­cem.Skąd wiecie?… — szepnął.To nasza sprawa, sir. Chcemy wam dać do zrozumienia, że Kompania Północno-Zachodnia może mieć w Związku Oporu,wartościowego sojusznika. Pamiętajcie, że Tecumseh to nie tylko waleczny wódz, ale i bystry polityk.

KRAJ ZA RZEKĄ

  • Wam też nic nie brakuje — powiedział Anglik. — Za­pewniam was, że skrupulatnie przekażę wszystko moim zwierzch­nikom. Żegnajcie! Brenton opuścił tipi, a Szawanez i Ryszard spędzili jeszcze cały dzień u gościnnych Odżibwejów. Wczesnym świtem wyru­szyli ku dalekim siedzibom Dakotów. Dziesięciu wojowników z młodym wodzem, Czarnym Mustangiem, odprowadziło ichaż do Missouri River.Po ośmiu dniach wędrówki stanęli nad bystro płynącą rzeką oto Min-ni-szosz — powiedział Czarny Mustang. — Za rzeką zaczyna się kraj Dakotów. Tutaj rozchodzą się nasze drogi.Przyjaźnie pożegnali się. Odżibwejowie zawrócili, a Tecum­seh i Kos przepłynęli rzekę na grzbietach koni. Rzeczywiście Missouri to Mętna Rzeka. Żółte jej wody płynęły wartko, nio­sąc z sobą całe dywany zielska, a nawet pnie powalonych drzew. Dzikie wiry i urwiste brzegi dodawały grozy i stwarzały do­datkowe niebezpieczeństwo.

PARĘ DNI DROGI

Jechali parę dni. rozległą prerią, później natknęli się na Tenton River — prawy dopływ Missouri. Ruszyli w górę rzeki i koło południa dotarli do wielkiego obozowiska Dakotów. Szczęście im sprzyjało, bo do wioski ściągnęli ze wszystkich stron co przedniejsi wodzowie licznych plemion wielkiego naro­du. Sprawił to Czarny Sęp, który jako wysłannik Tecumseha potrafił zainteresować Dakotów wizytą wielkiego Szawaneza. Naczelnik, Mitahaza, zwołał wodzów wszystkich plemion da- kockich, rozsianych na olbrzymiej prerii.Tecumseha i Kosa przyjęto w wiosce z szacunkiem, choć z dużą rezerwą. Młody wódz, Mitahaza, zaprosił gości do, swego tipi i po obfitym poczęstunku i wypaleniu kalumetu powiedziałwprost:Mój wielki brat, Tecumseh, przybył z zamiarem wciągnię­cia Dakotów do konfederacji  przygotowującej wojnę z Mila- -hanska.

WIEŚCI O PROROCTWACH

  • Słyszeliśmy o wspaniałych proroctwach Tecumseha i Elskwatawy i chętnie przystąpilibyśmy do Związku Oporu, ale Długie Noże nic złego nam nie wyrządzili. Przez parę dni gości­liśmy ich posłów, którzy przywieźli naszym wojownikom i na- śzym sąuaw dary wielkiej wartości. Obiecali też dostarczyć broni. Dakocrzawarli z nimi przymierze. Niech moi bracia, wódz Szawanezów i Czerwone Serce, będą gośćmi Dakotów, ale niech nie mówią o sojuszu przeciwko białym.Generał Zebulon Pike i jego wojownicy są jeszcze w wios­ce Dakotów? — rzucił Kos.Odjechali dzisiaj o świcie do kraju Szoszonów.Czemu tak śpieszyli się?Biały wódz mówił, że jego naczelnik, wielki Biały Ojciec, polecił mu odwiedzić Dakotów, Szoszonów i Czarne Stopy, więc śpieszył się, bo jesień już niedaleka, a po jesieni przychodzi zima. Nie czas wówczas na podróże.

ZMIANA PLANÓW

Tecumseh pochylił się w stronę Dakoty i z drwiną powie­dział:Czy generał białych, Zebulon Pike, mówił Mitahazie, że wcześniej odwiedził waszych wrogów, Chachatonuanów, i im także obiecywał broń?Mitahaza spojrzał niedowierzająco na Szawaneza. Kos pod­chwycił:I podburzał Odżibwejów przeciwko Dakotom…Jeśli ’ mój brat, wielki wódz Dakotów, żąda świadków, Tecumseh takiego świadka posiada — dorzucił Szawanez.Kto jest tym świadkiem?.Czarny Sęp.Przecież on był tutaj, w wiosce Dakotów. Skąd może wie­dzieć, gdzie byli przedtem biali?Niech mój brat posłucha — powiedział spokojnie Tecum­seh. — Jechaliśmy we trzech: ja, Czerwońe Serce i Czarny Sęp, do krainy Dakotów. Podążaliśmy śladami białych posłów, a gdy oni skręcili ku ziemiom Odżibwejów, wówczas Tecumseh zdecy­dował się na zmianę planu podróży.

PRÓBY SKŁOCENIA

  • Czarny Sęp powiózł do Dakotów wiadomość o wizycie wodza Szawanezów, a my dwaj pojechaliśmy za białymi. W obozie Chachatonuanów Mila-hanska usiłowali skłonić Snet-tis-hane, aby zawarł z nimi układ wojen­ny przeciw Dakotom. Ponieważ Tecumseh pokrzyżował ich za­miary i Odżibwejowie zrezygnowali z sojuszu, Mila-hanska wy­ruszyli tutaj, aby was zachęcić do wojny z Odżibwejami. Mitahaza uważnie słuchał.A wiesz, wodzu, o co chodzi Długim Nożom? — rzucił pytanie Kos.Mitahaza słucha, mówcie.Mila-hanska obawiają się konfederacji czerwonych ple­mion, które przygotowują świętą wojnę przeciwko białym — podjął Tecumseh — dlatego chcą skłócić walecznych Dakotów z Odżibwejami, aby nie przyłączyli się do Związku Oporu, bo wówczas klęska białych byłaby przesądzona.