BEZSENNOŚĆ RYSZARDA

Podobne było do spazma­tycznego płaczu przerażonego dziecka. I znowu cisza, koszmarna, nie zmącona nawet powiewem wiatru cisza rozległej prerii. Kos przewrócił się na bok. Usiłował zasnąć. Wiedział, że nic mu nie g’rozi. Grzechotnik nie podpełznie do obozowiska, kńjoty nie za­atakują śpiącego, bo płonący ogień, napawa ich przerażeniem. Od innych niespodzianek uchroni czuwający Tecumseh i parskanie czujnych mustąngów. A mimo to jakieś trudne do określenia uczucie opanowało serce Ryszarda. Nie była to pierwsza noc spędzona przez niego na prerii. Zawsze jednak, ilekroć przyszło mu spać na stepie, nie mógł przyzwyczaić się do tej niesamo­witej, idealnej wprost ciszy. Brakło mu plusku płynącej rzeki, szumu wysokich drzew puszczy, gwaru ludzkich osiedli… Toteż prawie nie zmrużył oka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *